Dla miłośników turystyki i motoryzacji

Chór Dana jedzie Polskimi Fiatami 508

W lutym tego roku minęło 100 lat od powstania Spółki Polski Fiat S.A. Związki Polski z włoską firmą są bardzo głębokie, a minione stulecie było bardzo bogate w wydarzenia gospodarcze i polityczne. Ale bez względu sympatie i antypatie, to właśnie Fiat przyczynił się do rozwoju krajowej motoryzacji, tej przedwojennej i powojennej.

Wiele informacji o historii Polskiego Fiata z okresu międzywojennego można przeczytać w prasie z tamtego okresu. Jedną z ciekawostek znaleźliśmy w numerze 39 tygodnika Światowid z 1937 roku.  Relacja dziennikarki podpisanej S. Kaz. z wyprawy po Polsce z Chórem Dana Polskimi Fiatami 508. Zachowaliśmy oryginalną pisownię reportażu.

Strona z tygodnika Światowid z publikowanym artykułem.

„Mordochłapkiem” i „Świstaszkiem” po Polsce

Działo się to w R. P. 1937 w miesiącu sierpniu… Ale na wstępie muszę wyjaśnić –  co to jest „Mordochłapek” i „Świstaszek”. Myliłby się ktoś sądząc, że to nazwy jakichś nowowynalezionych zwierząt czy czegoś podobnego – są to poprostu samochody, tak, zwykłe małe polskie Fiaty, którymi najmilszy chór Dana jeździ po całej Polsce.

Przypadkowo przebyłam jeden odcinek trasy razem z „Danowcami”. Jechałam „Mordochłapkiem” wraz z kierownikiem chóru p. Władysławem Danem, Adamem Wysockim (do wiadomości wszystkich pań podaję, oczywiście w tajemnicy, iż p. Wysocki uosabia szczyt dżentelmenerji – jak na dzisiejsze czasy wprost niebywały!), impresarją chóru p. Garłowskim i najmłodszym nabytkiem chóru, p. Tadeuszem Jasłowskim, zwanym popularnie w chórze „Małym Tadziem”. Drugą maszyną, „Świstaszkiem” jeździ zazwyczaj p. Tadeusz Bogdanowicz, zwany znów w rodzince „Danoweów” – „Dużym Tadziem” (widocznie gra tu rolę i wzrost i bas) oraz p. Mieczysław Fogg – najmilszy piosenkarz. Pozatem „Świstaszek” zabiera wszystkie walizy, instrumenty i jest zapakowany aż po sam dach.

Tourne po Polsce w 1937 r. Na zdjęciu: Tadeusz Jasłowski, Mieczysław Fogg, Władysław Daniłowski i Tadeusz Bogdanowicz.

„Świstaszek” przeżywa zazwyczaj w drodze wiele emocji. Prowadzi go bowiem p. Mieczysław Fogg, doskonały szofer, ale… b. kiepski pilot i dlatego maszyna często robi kilka okrążeń po mieście, nim znajdzie właściwa drogę.

Wszyscy, bez wyjątku, „Danowcy” są przemilii to nietylko na scenie, lecz i w życiu codziennem – widocznie to piętno beztroskiej piosenki, którą już od tyłu lat niosą w świat.

A więc przyjeżdżamy do Pleszewa, takie małe miasto w Wielkopolsce. Zainteresowanie występem w mieście olbrzymie. Bilety już niemal wszystkie wysprzedane. Idę do sali. Komplet. Sala wybita publicznością po brzegi.

Koncert zaczyna się i kończy wśród niebywałego entuzjazmu. Wieczorem, po występie idziemy na kolację. W restauracji „Wiktorja“ p. Fogg opowiada mi b. ciekawe wrażenia z występów chóru w Rosji i Ameryce. Rosję maluje w ponurych barwach. Na każdym kroku szpicel, niczego nie wolno, wszystko zabronione. Kiedy przyjechał chór do Sowietów poszły pod cenzurę wszystkie piosenki. Z zastrzeżeniem spotkała się piosenka „Skuczno” – cenzura oświadczyła, że piosenka ta nie jest potrzebna w Sowietach, ma za wiele sentymentu. „Sowiety – mówiono – to kraj nowych ludzi, nam serce nie jest potrzebne”. A rezultat? – Po pierwszym koncercie chóru, ku oburzeniu cenzury i władz – całe miasto śpiewało „Skuczno” dopominając się o tę właśnie piosenkę na bis!

 

Chór Dana podczas występu w roku 1937. Stoją od lewej – Władysław Daniłowski-Dan, Mieczysław Fogg, Tadeusz Bogdanowicz, Tadeusz Jasłowski i Adam Wysocki.

Jakże inaczej jest w Ameryce. Fogg jest entuzjastą Ameryki i amerykańskiej publiczności. Opowiada jak chór przybył do 9-tysięcznego miasta Visolio, gdzie „Danowców” z samego rana obudziły wystrzały rewolwerowe cowbojów, a wieczorem… wieczorem występowali w najnowocześniejszym teatrze, takim, o jakim nie śniło się jeszcze nawet Warszawie, przy publiczności słuchającej inteligentnie i z dużem zainteresowaniem. Fogg podkreśla, że publiczność amerykańska, wszędzie niemal entuzjastycznie przyjmowała koncert polskie chóru. Specjalnie podobały się piosenki ludowe, które „Danowcy” śpiewali w barwnych kostjumach góralskich.

Chór Dana jeszcze w b. roku jedzie do Ameryki, oo, mam wrażenie, największą przyjemność sprawi p. Foggowi. Ale czas już wyjechać z gościnnego Pleszewa. „Mordochłapek” i Świstaszek”, piękną szosą, wiozą nas do Poznania. Tutaj p. Wysocki odwozi mnie do domu mych znajomych, gdzie nam „stancję”. I w tym momencie robi się tragedja. Dom przy Wałach Królowej Jadwigi zamknięty na mur. Dzwonka do dozorcy niema. Godzina 2-ga w nocy. Dozorcy nocnego – ani na lekarstwo. Tłuczemy się autem po wszystkich ulicach – żeby choć policjant – nic. Pusto i głucho. Zaczepiam jakiegoś przechodnia, pytając się, w jaki cudowny sposób można się dostać w nocy do domu w Poznaniu. Tłumaczy mi, że trzeba mieć klucz od bramy – a potem proponuje, że otworzy mi drzwi wytrychem. Myślę sobie – „ki djabeł”, włamywacz, czy nie włamywacz? Było mi zresztą wszystko jedno, byleby brama była otworzona. Niestety, wytrych nie pasował.

Sesja fotograficzna przed wyjazdem na tourne po Polsce w lipcu 1936 r.

Podziwiałam cierpliwość p. Wysockiego, który zmęczony występem i prowadzeniem samochodu, bez słowa protestu poszukiwał dozorców, policjantów i t. d.

Wreszcie po przeszło godzinnem szukaniu – znajduje policjantów, a przy ich pomocy dostaję się wreszcie do domu.

Nazajutrz występ chóru w sali kina „Słońce”. Olbrzymia sala wybita publicznością po brzegi. Poprostu trudno jest „nawet szpilkę” wetknąć. Bisom niema końca. Entuzjazm u publiczności ogromny – sala „rozkrochmalona” zupełnie. Mam ciągle wrażenie, że to jest na południu, we Włoszech.

Na drugi dzień opuszczamy Poznań. „Świstaszek” robi „przepisowe“ kółko, chcąc znaleźć właściwą drogę. W drodze do Kalisza „Mordochłapek” morduje kurę, nie popełniając zresztą poza tem żadnych innych przestępstw.

Kalisz, popołudniowy występ chóru – znów te same natrętne upominania publiczności o bis…

Wieczorem Turek.

Na tym odcinku trasy napracowali się uczciwie nietylko „Danowcy” lecz i dwa małe polskie Fiaty o śmiesznych nazwach.S.Kaz.

(Światowid nr 39/1937  str. 17)

Fotografia z okresu debiutu w Qui pro Quo. Od lewej: NN, Tadeusz Bogdanowicz, Mieczysław Fogg, Władysław Dan (w smokingu). Siedzą Zachariasz Papiernik, Aleksander Kruszewski i Wincenty Nowakowski.

Chór Dana powstał w 1928 r. Jego założycielem i kierownikiem artystycznym był Władysław Daniłowki. Zadebiurował w składzie: Wincenty Nowakowski, Zachariasz Papiernik, Aleksander Kruszewski, Mieczysław Fogg i Tadeusz Bogdanowicz. Pierwsza nazwa grupy brzmiała Coro Argentino V. Dano, a w repertuarze były tanga śpiewane po hiszpańsku. Chór współpracował z kabaretem Qui Pro Quo, rewiami i teatrami, a także występował w filmach. Bardzo dużo też koncertował w Polsce i zagranicą. Do wybuchu II Wojny Światowej skład zespołu zmieniał się kilkakrotnie. Mieczysław Fogg opuścił chór w 1938 r. Trudno wymienić cały repertuar Chóru Dana, bo prawie wszystko co śpiewali stawało się przebojami. Do dzisiaj są znane takie utwory jak np. „Nasza jest”, „Pokoik na Hożej”, „Niedobrze, panie bobrze”, „Co nam zostało z tych lat”.

KOJ.

Zdjęcia: NAC

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *