„Autopodróże.pl wyprawy w przeszłość” należy potraktować z nutą wyobraźni. Wykorzystując prasę XIX i XX wieku oraz inne źródła, staramy się przybliżyć tamte lata poprzez wydarzenia związane z motoryzacją, turystyką, gospodarką. To wyprawy w naszą przeszłość oczami ludzi wtedy żyjących. Nie stronimy także od wydarzeń współczesnych, opisów historycznych powstałych obecnie czy ważnych jubileuszy. Wszystko jednak powinno mieć związek z historią.

Bezpieczeństwo na naszych ulicach

O bezpieczeństwie na ulicach i drogach pisano w prasie od początku istnienia samochodów. A czym więcej pojawiało się ich na drogach, tym więcej rodziło się problemów na linii pieszy – kierowca. Poniżej artykuł z tygodnika „Świat” z 1929 r.

Wraz ze zwiększającą się liczbą samochodów, krążących po ulicach naszych miast i szosach naszych, zwiększa się naturalnie ilość nieszczęśliwych wypadków, które niestety u nas zawsze przypisywane są prowadzącemu samochód. Czy jednak w rzeczywistości winę powinien ponosić zawsze kierowca?

Przyjrzyjmy się naszemu normalnemu ruchowi kołowemu nasamprzód w miastach polskich, a potem na szosach.W stolicy wiele już w kwestji uporządkowania ruchu kołowego zrobiono, ale to wszystko jeszcze mało. Obywatele nie chcą przyzwyczaić się do przechodzenia na drugą stronę jezdni na narożnikach ulic, ale czynią to, gdzie popadło, nie licząc się zupełnie z tem, że jezdnia jest dla samochodów, tramwajów i pojazdów konnych a nie dla pieszych, i najwięcej właśnie wypadków przejechań i najechań powodowanych jest tern nieostrożnem przechodzeniem na drugą stronę ulicy.

Istniał coprawda przepis, wprowadzony przez Komisarjat Rządu, skazujący na doraźne kary jednozłotowe przechodniów, chcących byle gdzie przechodzić przez jezdnię – przepis ten stosowano kilka dni tylko i poszedł w zapomnienie, a jednak… jednak jest on konieczny nietylko na papierze, boć tu chodzi o życie i bezpieczeństwo mieszkańców.

A nasze przystanki tramwajowe? – wszak to pułapki dla pieszych! Rzadko kiedy szofer uzna za stosowne zatrzymać się przed przystankiem, choć przepisy takie istnieją – zwalnianie na przystankach w tym wypadku nie wystarcza stanowczo. – Zwykli śmiertelnicy, t. j. przechodnie, używający w miastach własnych nóg jako lokomocji, winni pamiętać, że ostrożność nakazaną jest dla nich tam, gdzie muszą zejść na jezdnię, a więc strzedz się należy w dwóch wypadkach:

Przy wsiadaniu i wysiadaniu na przystankach tramwajowych i przy przechodzeniu na przeciwną stronę ulicy.

I w pierwszym i w drugim wypadku należy przed zejściem na jezdnię obejrzeć się w lewo, czy nie nadjeżdża jaki pojazd, potem dopiero zejść z chodnika. Niestety nasi przechodnie najpierw schodzą z chodnika, a potem zaczynają się rozglądać na wszystkie strony, dezorjentując tem prowadzącego samochód.

A nasi kierowcy?

I oni nie są bez ,,ale”. Jeżdżą przedewszystkiem zbyt ,,ryzykownie”, że się tak wyrazimy, nie mając wielkiej wprawy, czasem i mając za przeciwników bardzo niebezpieczny żywioł, bo pojazd konny, trudno kontrolowany i za długi.

Wprowadzono wprawdzie dla szoferów obowiązkowe sygnalizowanie ręką kierunku jazdy, ale nie wszyscy kierowcy stosują się do tych przepisów w mieście i to także powoduje wypadki.

A kwestja trąbienia na ulicach? Dużo w tej sprawie pisano w gazetach i ostatecznie kierowcy, jak trąbili, tak trąbią nadal. Sygnały nasze są przeraźliwe, o krzykliwym dźwięku, raczej straszące przechodniów, a nie ostrzegające ich przed niebezpieczeństwem.

Wielkie miasta zachodnie i w Ameryce zupełnie skasowały sygnalizowanie ręcznemi trąbkami, posługując się wyłącznie elektrycznym sygnałem o dźwięku spokojnym i głębokim. Myśmy niestety do tej sygnalizacji jeszcze nie dorośli, a jeśli jaki nieopatrzny kierowca naciśnie w stolicy naszej elektryczny sygnał, zjawia się posterunkowy, jak z pod ziemi, i ściąga karę jednozłotową, zupełnie niesłusznie, bo i za co?

W innych miastach w Polsce uregulowanie ruchu kołowego jest łatwiejsze, bo ruch ten jest mniejszy, ale znów kierowca warszawski, gdy się znajdzie np. we Lwowie, traci zupełnie zimną krew, bo lwowianie jeżdżą po ulicach Lwiego grodu, jak się da – szybko i nieopatrznie, zjeżdżając często na lewą stronę jezdni. Kraków, nie mówiąc o Poznaniu już, wzorowy ma ruch kołowy i nawet ulice z ruchem jednostronnym.

Tyle co do ruchu samochodowego w miastach. O ruchu na szosach naszych – w następnym numerze.

(Tytuł artykułu oryginalny. Zachowana także oryginalna pisownia i interpunkcja)

Zdjęcia ilustracyjne (wybór redakcji): NAC

ŚWIAT 1929 r., nr 3

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.